wtorek, 11 sierpnia 2015

Carpaccio: Niezła sztuka na talerzu

Ostatnio "oprowadzając" Was po czarującej Wenecji, przypomniała mi się ciekawa anegdota dotycząca jednej z najpopularniejszych przystawek, a mianowicie włoskiego carpaccio. W dzisiejszych czasach możemy je spotkać właściwie w większości restauracji. Może być wołowe, z dziczyzny, czasami z kaczki, gęsi czy łososia, a nawet z ananasa i pomarańczy! Ale skąd właściwie te cieniutkie plasterki wzięły się na naszych stołach? Ich historia jest dość nietypowa i wcale nie taka odległa jak mogłoby się wydawać.

Znane nam dziś pod nazwą "carpaccio" danie powstało zaledwie w 1950 roku w weneckim Harry’s Bar (ul. Calle Vallaresso 1323), w małym zaułku niedaleko placu Świętego Marka. Szefem kuchni był tam niejaki Giuseppe Cipriani - wenecki szef kuchni, mistrz przystawek i drinków, którego wielką pasją było malarstwo. Cipriani wciąż zaskakiwał swoich gości barwnymi nowościami, którym nadawał nazwiska i imiona słynnych włoskich malarzy.

Pewnego dnia do jego restauracji zawitała niejaka hrabina Amalia Nani Mocenigo, której lekarz poradził jeść surowe mięso. Niezbyt spodobała jej się ta porada, surowe mięso wcale do niej nie przemawiało, na samą myśl robiło jej się niedobrze. Giuseppe Cipriani nie mógł patrzeć na rozżaloną i zrezygnowaną hrabinę. I wtedy właśnie wpadł na kolejny genialny pomysł. Szybko chwycił polędwicę wołową i błyskawicznie pokroił ją na cieniutkie jak papier plasterki, doprawił je sosem i ziołami, a na koniec przybrał rukolą. Tak przygotowane danie podał zapłakanej hrabinie Amalii. Kobieta była zachwycona! Te cieniutkie, niepozorne plasterki tak jej zasmakowały, że odtąd częściej wpadała do Harry's Bar na "małe co nieco" ;-)

Fot. www.blogs.elcorreo.com/culinariosidad/

To już wiemy skąd wzięła się ta słynna potrawa, ale skąd nazwa? Jak już wcześniej wspomniałam, Cipriani uwielbiał inspirować się malarstwem, słynnymi dziełami i artystami. I tym razem nie było inaczej. Akurat w tym czasie, w jednym z weneckich muzeów, wystawiano prace jednego z włoskich renesansowych malarzy - Vittore Carpaccia. Jego dzieła charakteryzowały się przede wszystkim ciemnym tłem i intensywnymi kolorami. To właśnie ciemna czerwień z obrazów Carpaccia skojarzyła się Ciprianiemu z krwistą polędwicą z talerza. Bez zastanowienia ochrzcił swoje kulinarne odkrycie nazwiskiem włoskiego mistrza pędzla. Nie trzeba było długo czekać, żeby to niepozorne danie zdobyło światowy rozgłos. A co najzabawniejsze, obecnie carpaccio jest słynniejsze od samego Carpaccia! ;-)

W Harry’s Bar od 1950 roku zmieniło się niewiele, wnętrze do dziś oddaje klimat ubiegłego wieku, a w karcie wciąż widnieje słynne carpaccio. Za tę małą przekąskę zapłacimy tutaj sporą sumkę, ale czy pieniądze grają rolę, kiedy możemy rozsiąść się w tym samym fotelu co zapłakana hrabina i skosztować oryginalnego carpaccio? ;-)



Mam nadzieję, że trochę zgłodnieliście, więc zapraszam do kuchni!



Wszystkie treści umieszczone na blogu są mojego autorstwa chyba, że oznaczyłam, iż jest inaczej. Osoby chcące wykorzystać materiały z postów proszę o pisemny kontakt ze mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz